„To już jakaś dogorywająca sprawa, która musi się zakończyć tym, że nikt nie pójdzie siedzieć, a nie może się zakończyć uniewinnieniem Kiszczaka, ze względów politycznych, bo dwadzieścia lat szukano kija, żeby w jakiś sposób zaakcentować niechęć do twórców stanu wojennego, więc musi się zakończyć jakimś sądowym wykrętem” –Jerzy Urban dla TVP INFO przed wydaniem wyroku.

Urban to jednak potrafi! Wszystko wie i wszystko przewidzi. Kij się znalazł, Kiszczakowi trochę nabruździli w papierach, ale nie za bardzo, Jaruzelski się wywinął. A Polaki szaleją , że jednak jest sprawiedliwość w ich nadwiślańskim kraju. Niewielka, niepełna, może nawet nie do końca sprawiedliwa, ale jednak sprawiedliwość. Co? Że niby bez sensu? W Polsce nie takie rzeczy już ludzie widzieli. Nawet i półdziewica się znajdzie, jeśli kupi sobie „wianuszek” na aukcji internetowej. A Wałęsa przecież „nawet jak współpracował to nie współpracował”.

Ale wróćmy do dzisiejszego wyroku. Ja też w pierwszej chwili nie uwierzyłam, kiedy zobaczyłam nagłówki  „Kiszczak skazany... Organizacja przestępcza...”.   Ucieszyłam się nawet, że po tylu latach odraczania, przedawniania etc. sprawiedliwości w końcu stało się zadość. Tylko że po pół godziny radość mi przeszła. Pewnie, że lepszy taki wyrok niż to, co serwowano nam przez ostatnie 20 lat. W końcu mogli uniewinnić bandytów, ewentualnie czekać na to, aż któryś z oskarżonych kopnie w kalendarz. Ale jednak stało się inaczej, więc radujmy się. Rany boskie, jak niewiele trzeba ludziom, którzy nic nie mają, żeby wzięli resztki rzucone z pańskiego stołu  za prawdziwe rarytasy.

Przyzwyczajono już nas do tego, że jak ktoś nas okradnie, to nie powinniśmy nawet marzyć o odzyskaniu czegokolwiek, o złapaniu złodzieja już nie mówiąc. Przyzwyczajono nas też do tego, że jak zwyrodnialec zgwałci dziecko, to na pewno niedługo znowu to zrobi , bo będzie sobie zwyczajnie chodził po wolności. Nie widzimy również niczego złego w tym, że zdrajca mający krew na rękach bryluje przed kamerami i jest super znawcą i super doradcą, jeśli chodzi o sprawy zagraniczne. Nie przeszkadza nam też, że naszym premierem jest Pinokio, którego nos sięga już Madagaskaru, i strasznie cieszymy się za każdym razem, kiedy przez przypadek powie prawdę.  Wszystko już widzieliśmy, wszystko przeżyliśmy, wszystko już z nami zrobiono, więc i mało rzeczy może już nas zaskoczyć.

Tylko teraz, jak żyć w kraju, w którym ludzie cieszą się z "surowej" kary dla morderców i bandytów, jaką jest wyrok w zawiasach? Bo przecież tej kary mogło w ogóle nie być! I czy na to pytanie w niepodległej Polsce również odpowie nam Jerzy Urban? Niestety, wszystko wskazuje na to, że tak. Wszak Polakom takie ochłapy w postaci pseudosprawiedliwości i pseudomoralności w zupełności wystarczają.