W sprawie Marka Pasionka największym przegranym jest skompromitowany Krzysztof Parulski, który doniósł na prokuratora. Oczywiście dla lemingów zdrajcą jest prokurator cywilny rodem z Targowicy (a myślałam, że tylko prawicowe oszołomy posługują się tego typu słownictwem), który spotykał się z AGENTEM OBCEGO MOCARSTWA. Bo jak wiadomo są mocarstwa obce i nieobce, i na przykład takim nieobcym jest gołąbek pokoju ze Wschodu, czyli Rosja, no i Niemcy, państwo o równie długich tradycjach pacyfistycznych. Obcy to oczywiście Amerykanie, którzy chcieliby skolonizować nas jak Indian, na czym i tak pewnie wyszlibyśmy lepiej porównując wcześniejsze zamiary wspomnianych przeze mnie mocarstw zaprzyjaźnionych.
No, ale wróćmy do generała. Abstrahując już od tego, co zrobił a czego nie zrobił prokurator Pasionek (choć wszystkie znaki na niebie, na ziemi i w prokuraturze wskazują na to, że zachował się bez zarzutu). Czytając donos generała Parulskiego na owego prokuratora aż nie chce się wierzyć, że poważny człowiek, szef Prokuratury Wojskowej, może pleść takie bzdury. Chociaż może to jest norma w Prokuraturze Wojskowej, że panują tam takie a nie inne zwyczaje i tylko ja się czepiam, ale wtedy na pewno ktoś już mnie z tego błędu wyprowadzi.
Bo oto mamy sytuację, w której Szef Wszystkich Szefów Prokuratury Wojskowej widzi swojego podwładnego, pijanego, coś tam mamroczącego (oczywiście nie ma na to żadnych świadków, bo przypadkiem spotkali się na klatce schodowej czy gdzieś nieopodal) i z torbą turystyczną wypełnioną aktami ze sledztwa smoleńskiego w rękach. Tak na chłopski rozum – gdyby pracownik mojej firmy wpadł na mnie pijaniutki jak bela, „czerwony na twarzy, z postawionym kołnierzem” i jeszcze z turystyczną torbą pełną superważnych dokumentów, to by dostał ode mnie w łeb i pożegnał się z aktami. Nie wiem, czy taka jest praktyka w NPW i czy wynosi się z niej dokumenty do domu czy też nie, ale w tej sytuacji ciśnie mi się na usta pytanie – czy generał Parulski nie widzi niczego złego w tym, że jego pracownicy biegają rzekomo po całej Warszawie z torbami pełnymi akt od jednego baru do drugiego? A kiedy już on złapie ich na tym procederze, to nie reaguje od razu „na miejscu zbrodni”?
To widocznie jest normą dla generała Parulskiego. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy ów „pijak” Pasionek ma czelność rozmawiać z obywatelem USA o smoleńskim śledztwie. Nie przekazywać mu tajnych informacji, nie umawiać się z nim po kryjomu, nie donosić na swoje botoczenie, ale rozmawiać o ewentualnej pomocy ze strony amerykańskiej. No, ale w Polsce Donalda Tuska powinniśmy się już przyzwyczaić do tego, że jak patrzenie na Zachód to tylko na Niemcy, a cala reszta to darcie sukna Rzeczypospolitej i zdrada narodowa. Szkoda tylko, że takich rygorów nie ma jeśli chodzi o kierunek wschodni. W sumie Pasionek popełnił głupi błąd – mógł umówić się z Białorusinami albo Chińczykami (no i obowiązkowo z Rosjanami). Wtedy nikt nie zwróciłby na to najmniejszej uwagi. Ba, może nawet dostałby od prezydenta medal?




No właśnie. Też myślę, że lepiej byśmy na tym wyszli. Jak już mam być w rezerwacie, to doprawdy wolę w takim dla amerykańskich Indian, gdzie nie obowiązuje akcyza na tytoń, alkohol i paliwo, oraz przepisy zakazujące uprawiania hazardu bez koncesji, w związku z czym moje plemię kosi kasę z kasyna, niż w Parku Kultury Fizycznej i Czynnego Wypoczynku w Magadanie, Kołymskij Kraj.